film japoński

„Samuraj zmierzchu”, czyli święty w podartym kimonie

Jak nakręcić film o dobrym człowieku i nie popaść w moralistyczny banał, naiwną idealizację i sentymentalny patos? No cóż, nie jest łatwo. Udaje się rzadko i tylko niektórym. Czasem takim, których byśmy raczej o to nie podejrzewali: Davidowi Lynchowi w „Prostej historii”, Robertowi Zemeckisowi w „Forreście Gumpie”, Clintowi Eastwoodowi w „Gran Torino”, a nawet (mimo wszystko) Ronowi Howardowi w „Człowieku ringu”. Udało się również Yojiemu Yamadzie w „Samuraju zmierzchu”, choć to zupełnie inny film od wymienionej czwórki.

Nie należy dać się zwieść tytułowi! Słowo „samuraj” sugeruje bowiem, że można się spodziewać kolejnej produkcji z gatunku „jidaigeki”, czyli – w pewnym uproszczeniu – japońskiego westernu, gdzie kowbojów zastępują legendarni mistrzowie katany, broń palną – miecze, a ethos rycerski „made in Wild West” – kodeks Bushido. Z kolei „zmierzch” zdaje się obiecywać, że tytułowemu bohaterowi nie grozi deficyt tajemniczości i romantyzmu (choćby nawet nie był wampirem :-)). Zdaje się, ale… nie tym razem. (więcej…)

Reklamy

„Big Bang Love”, czyli między samotnością a solidarnością

Oglądając „Big Bang Love” Takashiego Miike można dostać zawrotu głowy. Choć mnie akurat bardziej odpowiada, zaczerpnięte z teorii i praktyki teatru Bertolta Brechta pojęcie „efekt obcości”. Na czym on polega? W „Wartości mosiądzu” Brecht zdefiniował go jako „technikę, dzięki której można nadać przedstawianym zdarzeniom międzyludzkim znamię czegoś zaskakującego, wymagającego wyjaśnienia, czegoś nieoczywistego, czegoś, co nie jest w prosty sposób naturalne”. Dlatego w jego sztukach tak często pojawiają się kostiumy i dekoracje celowo ujmujące w nawias realistyczną iluzję rzeczywistości; elementy, mające szokować widza, jak i odwołania do podszytej groteską makabry. Wszystko po to, by podkopywać intelektualne nawyki publiczności, obalać ukształtowaną przez dominujący typ kultury wizję świata i zmuszać do samodzielnego myślenia, do przyjrzenia się rzeczywistości w sposób „nieskażony”, tak jakby się ją postrzegało po raz pierwszy. (więcej…)