film niemiecki

Brama

(Uwaga! Tekst poniższy nie jest recenzją w klasycznym rozumieniu tego słowa, lecz raczej rodzajem medytacji, w której ujawniam 80% fabuły filmu „Wiosna, lato, jesień, zima… i wiosna” (łącznie z zakończeniem), a nawet sugeruję ciąg dalszy. 🙂 Jeśli więc ktoś z Szanownych Czytelników chciałby ową produkcję obejrzeć nie tracąc „efektu niespodzianki”, niech poniższego (na razie :-)) nie czyta. Zaprezentowany tu mini-esej miał swoją premierę miesiąc temu w internetowym kwartalniku „Humanistyka”, którego główna część poświęcona była ascezie i do którego lektury przy okazji szczerze zachęcam (link znajdziecie patrząc nieco na prawo od tego miejsca, w moim dziale „Archipelag”). Cytowane przeze mnie wypowiedzi mistrza buddyzmu zen Seung Sa Nima pochodzą z artykułu „Sutra Serca z komentarzem Seung Sa Nima”, zamieszczonego na witrynie „Sangha Zen Kannon Gdańsk”.) (więcej…)

Tryptyk ruandyjski (2)

            Tuż przed odjazdem ciężarówek z białymi uchodźcami na teren hotelu wpada spora grupa murzyńskich dzieci pod opieką zakonników. Uszczęśliwieni dziękują żołnierzom za ratunek, lecz wojskowi zimno ripostują, że zabierają tylko białych. W rezultacie z oporami i poczuciem wstydu, malującym się na twarzach, skromna grupa misjonarzy wsiada do samochodów. Ich czarnoskórzy współbracia i współsiostry zostają, a wraz z nimi kilkadziesiąt dzieci. Scena ta mogłaby stanowić kulminacyjny punkt fabuły innego filmu o ruandyjskiej tragedii – „Shooting Dogs”.

           Jego twórcy już w czołówce podkreślają, że zrealizowali swoje dzieło na podstawie faktów oraz w miejscach, w których te się rozegrały, zaś w ekipie znaleźli się świadkowie i uczestnicy przedstawianych w filmie wydarzeń. Reżyser Michael Caton-Jones chętnie korzysta z reportersko-dokumentalnej stylistyki, operator roztacza przed widzem panoramę biednych, tonących we wszędobylskim pyle przedmieść Kigali, zaś bohaterowie nie paradują w eleganckich garniturach i nie mieszkają w ładnie urządzonych wnętrzach jak to było w „Hotelu Ruanda”. Być może to zdecydowało, że dość często spotykałem się z opiniami, wedle których „realistyczny” „Shooting Dogs” znacznie przewyższa „hollywoodzki” film Terry’ego George’a. W takich sytuacjach z reguły przywołuje się łacińską maksymę, mówiącą, że „o gustach nie należy rozprawiać”, lecz w tym przypadku – moim zdaniem – nie ma ona zastosowania. Pomijam już fakt, że akcja „Hotelu Ruanda” toczy się w obrębie innej warstwy społecznej niż film Catona-Jonesa. W tej warstwie markowy garnitur to po prostu ubiór codzienny, a nie odświętny. Czy byłoby zatem „realistyczne” ukazywanie rodziny Paula Rusesabaginy mieszkającej w baraku z dykty? To jednak kwestie poboczne. Istnieją bowiem znacznie poważniejsze argumenty, obalające tezę, jakoby „Shooting Dogs” zrealizowano zgodnie z realiami. (więcej…)

„Baader-Meinhof”, czyli nowoczesny epos Germanów?

„Baader-Meinhof” to film niepokojący, brutalny i kapitalnie zrealizowany. Kosztował 20 mln. euro, najwięcej w dotychczasowej historii kinematografii niemieckiej. Superprodukcje, z definicji gwarantujące zysk, mają zapewniać rozrywkę na najwyższym poziomie, a także leczyć zbiorowe kompleksy, podnosić morale i duchowo cementować wspólnotę. Amerykanie robią to przy pomocy Supermana i Batmana, Francuzi Asterixa i Obelixa, Rosjanie różnych wariantów „Cyrulika syberyjskiego”, a Niemcy brawurowego eposu o lewackich terrorystach. (więcej…)