film dokumentalny

„Anatomia upadku”, czyli dlaczego to wciąż powinna być nasza sprawa

„Anatomia upadku” to film solidny i rzetelny. Rasowa dziennikarska robota, która w finale, odwołując się do poruszającej metaforyki, zdradza nawet wyższe, ponad-reporterskie ambicje. Autorka, Anita Gargas, mimo, że na co dzień związana ze środowiskiem o bardzo wyrazistych poglądach politycznych, potrafiła je w swym dokumencie powściągnąć, dyskretnie usuwając się za kulisy faktów i wypowiedzi swoich bohaterów. Nie komentuje tylko relacjonuje. Nie wartościuje tylko pyta. Nie napastliwie, ale dociekliwie. Indaguje zarówno politycznie neutralnych świadków, jak i przedstawicieli obu stron smoleńskiego konfliktu. Jedni chcą mówić, inni – nie, choć nawet w obliczu kamer solennie obiecują, że to zrobią.  (więcej…)

Reklamy

Cztery pory roku nad Baryczą

Kiedy swego czasu obejrzałem na DVD „Mikrokosmos” i „Makrokosmos” byłem autentycznie zauroczony. Doszedłem też do wniosku, że długo nikt nie zrealizuje czegoś równie wspaniałego. Czegoś, co jest nie tylko filmem przyrodniczym, ale również najczystszą poezją, pełną wzruszeń, dramaturgii i humoru. A także zachwycającą czystym pięknem, obywającym się bez słów, skłaniającym do kontemplacji. I oto jestem świeżo po obejrzeniu „Rytmów natury w Dolinie Baryczy”, debiutu reżyserskiego (!) cenionego, pracującego m.in. dla „National Geographic”, fotografika Artura Homana. Sam dopiero oswajam się z tą myślą, ale film Homana stawiam na równi z „Mikro…” i „Makrokosmosem”, pomimo że jest od nich dużo krótszy. Powodem mojego radosnego zdumienia jest również fakt, że stawiający pierwsze samodzielne kroki w filmowym dokumencie artysta, dostrzegł i w wielkim stylu ukazał „niedowiarkom” cuda rodzimego, polskiego pejzażu, który – jeśli kto umie patrzeć – może się okazać miejscem równie pięknym, magicznym i tętniącym życiem jak afrykańska sawanna czy amazońska dżungla. Jednak nie tylko talent, wrażliwość i „czułe oko” mają tu swoją zasługę. Co najmniej równie ważna była determinacja, pasja i tytaniczna praca (nieraz w skrajnie niesprzyjających warunkach), którą Artur Homan (przy wsparciu żony Saturniny) włożył w swój film. (więcej…)

„Yodok Stories”, czyli w dolinie beznadziei i rozpaczy

Najpierw była „Defilada” – wybitny, wielokrotnie nagradzany film dokumentalny, zrealizowany przez Andrzeja Fidyka podczas obchodów czterdziestej rocznicy istnienia Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Uroczystości zbiegły się w czasie z olimpiadą w Seulu w Korei Południowej. Władze komunistyczne postawiły więc sobie za cel, by ich święto przyćmiło rozmachem i siłą wyrazu igrzyska u kapitalistycznego sąsiada.

Zrealizowane przez Fidyka dwadzieścia lat później „Yodok Stories” rozpoczynają się od kilkuminutowej sekwencji, ukazującej fragmenty ówczesnego przedstawienia na stadionie w Phenianie. Wzięło w nim udział kilkadziesiąt tysięcy młodych ludzi, którzy przygotowywali się do niego przez pół roku, ćwicząc codziennie od świtu do nocy. Nie chodzili nawet do szkoły. Efekt? Sam Fidyk, komentując z offu ten niesamowity show, mówi o fenomenalnie wyreżyserowanym spektaklu. Trudno się z nim nie zgodzić. Czy nagi przymus i terror wystarczy, by osiągnąć taki rezultat? (więcej…)