puzzle

„Bejeweled 3”, czyli o niespodziewanych pożytkach z wizyty w domku Barbie

„Diamonds Are A Best Girl’s Friend” – śpiewała w filmie „Mężczyźni wolą blondynki” Marilyn Monroe, a jej blond koafiura i ogniście różowa suknia posłużyły być może za inspirację do powstania pierwszej lalki Barbie, która pojawiła się na rynku kilka lat później. Wspominam o tym dlatego, że kiedy moim oczom po raz pierwszy ukazała się strona startowa gry „Bejeweled 3”, poczułem się jakbym właśnie przekroczył próg wirtualnego barbie-domku. Kiczowate różowości, równie kiczowato połyskujące klejnoty i ogólna kolorystyczna „słitaśność” sprawiły, że z moich staroświeckich męskich trzewi wydobyło się ciężkie westchnienie. „I po co ja mam w to grać? Żeby się zgenderyzować?” – pomyślała część mojej duszy odpowiedzialna za tożsamość płciową. „Całe szczęście, że kupiłem w dużej przecenie” – pocieszyła ją zaraz inna część, o której wstydliwie bijąc się piersi mogę napisać, że ma co nieco wspólnego z niejakim Ebenezerem Scroogem. „Jak już kupiłem, to muszę zagrać. Ma się zmarnować?” – wsparła ją natychmiast kolejna, o której wyznawcy metempsychozy z pewnością powiedzieliby, że należała kiedyś do jakiegoś drobnomieszczanina. „Aaaa popykam trochę, może nie jest tak źle, jak się wydaje na pierwszy rzut oka?” – odezwała się całkiem rozsądnie jeszcze jedna, przez którą zapewne bywam czasem posądzany o uzależnienie od gier (oczywiście całkowicie niesłusznie…). Koniec końców zagrałem, a garść moich wrażeń prezentuję poniżej… (więcej…)