Jak zostałem człowiekiem cywilizowanym (saga o grze „Sid Meier’s Civilization IV”) cz.1 – Nowy komputer, czyli znowu w grze

    „Get civilized!” (Sid Meier)

Najlepiej przyznam się od razu – za wszystkim, o czym będę tu pisał, stoją Niemcy. I pewna sieć popularnych supermarketów z multimediami, w dodatku przeznaczona „nie dla idiotów”. Otóż owa sieć bodajże raz w roku ogłasza „dzień bez VAT-u” i to „na każdy towar”, a nie tylko „na AGD i RTV”. „Raz w roku” wypada w tzw. długi weekend majowy, kiedy większość normalnych ludzi ucieka z miast na łono natury. Ponad trzy lata temu, w początkach maja AD 2008 postanowiłem pójść pod prąd i spędzić pół dnia w zatłoczonym „markecie” (głównie w potężnej kolejce do kasy), by kupić nowy komputer. Dotychczas bowiem miałem tylko stare po różnych członkach rodziny. Prawdę mówiąc nie potrzebowałem niczego więcej, gdyż „peceta” traktowałem wyłącznie jako taką trochę lepszą maszynę do pisania. Teraz jednak kupiłem sobie (a tym samym także reszcie mej familii) „nówkę” i to w dodatku okazyjnie. Okazyjność miała być bodaj na poziomie „21% taniej”, lecz okazało się, że – wbrew reklamie – wynosi ok. „18% taniej”. Ale taka to już uroda reklam, nieprawdaż? Kogo to dziwi, niech się szybko douczy w szkole życia albo wybiera sklepy „dla idiotów”. 🙂

            Nowy komputer był przede wszystkim potrzebny w szkole moim nastoletnim córkom, podobnie jak Internet, do którego też nie czułem specjalnej mięty (ależ się to szybko pozmieniało!). Rychło wszakże zasmakowałem w urokach przyzwoitego „peceta” i postanowiłem skorzystać z jego możliwości. „Może by tak jakąś gierkę?” – przeszło mi nagle przez myśl. A właściwie nie przeszło tylko weszło i… już nie wyszło. Jako zbliżający się do czterdziestki, a więc poważny (he, he…) człowiek, najpierw zbadałem rynek. No bo jak kupować, to już coś dobrego. Potem trochę się wahałem, trochę walczyłem ze wstydem (czy nie za stary jednak jestem…), aż wreszcie nabyłem bardzo wysoko ocenianą przez branżowe czasopisma i witryny grę strategiczną „Sid Meier’s Civilization IV”.

            Do tej pory grywałem sporadycznie, ale jak już zaczynałem to mnie „wsysało”. Pamiętam, jak kilka lat wcześniej pożyczyłem „Diablo II” – action RPG, w którym trzeba było, chodząc po różnych mniej lub bardziej mrocznych krainach i lochach, wytłuc hordy stworów z piekła rodem, które wychynęły na świat, uprzykrzając życie miłującym pokój, dobrobyt i wartości rodzinne obywatelom. „Diablo II” miało niesamowitą grywalność (co w przekładzie na język zwyczajnych ludzi oznacza, że bardzo trudno było się oderwać od komputera). Jednak, choć mój bohater walczył w dobrej sprawie, niezbyt dobrze wspominam tę grę i jej nie polecam. Rozgrywka osadzona była bowiem w świecie pełnym satanistyczno-okultystycznej symboliki, nasyconym krwawo-mroczną kolorystyką, zaludnionym przez rozmaite diaboliczne kreatury. Po kilku godzinach obcowania z tym duchowo ciężkim, dusznym klimatem zaczynałem odczuwać wewnętrzny dyskomfort, zmęczenie i lekki niepokój. No bo jak długo można wędrować przez piekło, które zstąpiło na ziemię i choćby leciutko się nim nie „zarazić”?

            Włączywszy po raz pierwszy „Cywilizację” doznałem lekkiej paniki. Zobaczyłem dwie grupki odzianych w skóry postaci na jakimś skrawku lądu, a dookoła nich egipskie ciemności. Zaś na górze i dole ekranu rozmaite przyciski do klikania, których przeznaczenia nawet się nie domyślałem. „Cóż, pewnie zaraz z tych ciemności wyskoczą jakieś bestie i zakatrupią moich biednych ludzików, zanim nauczę ich, jak się bronić” – przemknęło mi przez myśl. Instrukcji do gry postanowiłem bowiem na razie nie tykać – zniechęciła mnie jej ponad stustronicowa objętość (sic!). Było wszakże coś, co dawało nikłą nadzieję, że moje ludziki nie zginą za chwilę w paszczy dzikiego lwa ani nie zostaną rozszarpane przez stalowe pazury zgłodniałego niedźwiedzia. Ale o tym już w następnym odcinku…

  

RdR

„Sid Meier’s Civilization IV” jest przeznaczona dla osób, mających ukończone 12 lat. Właściwie jedyną kwestią, na którą powinni zwrócić uwagę rodzice jest obecna w tej grze przemoc. Wojen trzeba tu toczyć sporo, co skutkuje m.in. zbliżeniami na figurki  ludzi, walczących przy pomocy broni białej lub palnej. Przegrani upadają (nieraz w hollywoodzko malowniczy sposób) i wydają krótkie jęki. Krwi nie ma. Po upadku postać znika z ekranu. Pragnę jednak uspokoić – drastyczność jest tu na poziomie co najwyżej pierwszej (chrononologicznie rzecz biorąc) części filmowej sagi „Gwiezdne Wojny” z roku 1977. Zatem kwalifikacja od lat 12 wydaje mi się wystarczająca. Ujmując rzecz z innej strony, na wyższych poziomach trudności gra jest – wg mnie – zbyt trudna jak na możliwości intelektualne dwunastolatka, chyba że nie będzie on chciał wygrać tylko dotrwać do końca rozgrywki.

Reklamy

2 comments

  1. Naprawdę podziwiam każdego kto bawi się w gry… Nigdy nie miałam do czynienia z żadną, jestem całkowitą ignorantką na tym polu. Nie wiem nawet czy bym potrafiła… Gry mają to do siebie, że wciągają raczej umysły ścisłe… a ja, biedna humanistka, cóż ja mogę? Tym bardziej podziwiam. Wizualnie gry są dzisiaj coraz lepsze. Assasins Creed, czy jak jej tam, Dead Space (głównie za gł. bohatera w odjechanym kombinezonie…) czy Syberia, w którą grała kiedyś moja znajoma ze studiów, zachwycając się krajobrazami. Reszty grzechów nie pamiętam… X,D Pozdrawiam.

  2. Salve Anhelli,

    prawdę pisząc nie ma tu czego podziwiać. 🙂 To raczej słabostka, „szajba”, rozrywka (czasem, wbrew pozorom, umysłowa). Jeden łowi ryby, drugi jeździ na rowerze lub zbiera znaczki pocztowe. A ja pogrywam i czasem się sobie dziwię, bo jestem zdecydowanie „umysłem humanistycznym”, choć być może posiadającym skromne zadatki na „umiarkowanego ścisłowca”. Zresztą gry komputerowe to w zasadzie coś w rodzaju interaktywnego filmu, swego rodzaju powieści rozpisanej na ruchome obrazy. Ich fundamentalną zaletą jest to, że możesz niemal dosłownie wejść do środka przedstawionego świata i zmieniać go, a przy okazji samemu się rozwijać. Widać to zwłaszcza w RPG-ach, ale i w „strategiach” też. Tyle, że te ostatnie na wyższych poziomach trudności bywają trudne niczym dobra partia szachów i trzeba naprawdę nieźle kombinbować, kalkulować na wiele ruchów w przód, przy każdym posunięciu brać pod uwagę nieraz kilkanascie różnych czynników, przewidywać możliwe posunięcia wielu rywali itp. (będę zresztą jeszcze o tym pisał). Z kolei gry przygodowe typu „Syberia” to już raczej stricte rozrywka dla ścisłowców – rozwiązywanie zagadek, prowadzenie śledztwa itp. humanistę raczej zniecierpliwią, mimo że ma on na osłodę niebanalną, „artystyczną” grafikę, tudzież ciekawą oprawę muzyczną.

    Pozdrowienia

    R.

Jako zwolennik dobrych obyczajów w tradycyjnym znaczeniu tego pojęcia, lojalnie uprzedzam, że komentarze zawierające wulgaryzmy, bluźnierstwa, treści obsceniczne, podsycające złe emocje lub mające na celu znieważenie jakiegokolwiek Gościa tego bloga albo jego gospodarza nie będą publikowane. Z góry dziękuję za zrozumienie.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s