Non omnis moriar

Są takie książki, o których trudno zarówno mówić jak i milczeć. „Na koniec świata” Marcina Ludwickiego jest jedną z nich. Trudno o niej mówić, gdyż wszelkie słowa wydają się niestosowne i niegodne. Lepszy byłby raczej ukłon dla jej bohaterów. Ukłon głęboki. Nie można jednak także milczeć, albowiem historia, którą opowiada Ludwicki dotyka spraw dla człowieka najważniejszych i najboleśniejszych. Mówi o nich prawdziwie, bez taryfy ulgowej, a jednocześnie w sposób „optymistyczny”, niosący nadzieję, duchowe oczyszczenie i umocnienie. Dlatego moją pierwszą refleksją po przeczytaniu „Na koniec świata” było – „podaj dalej”.

Wydarzenia będące treścią książki Ludwickiego rozegrały się w rzeczywistości. I to niedawno, bo w Warszawie między sierpniem 2004 a majem 2006 roku. Właśnie wtedy wspinał się na swoją „Golgotę” niespełna siedmioletni Antoś, a wraz z nim jego rodzice i bliscy. Nie zamierzam streszczać przebiegu tej wspinaczki. Nie dlatego, by nie zepsuć komuś przyjemności czytania. Raczej dlatego, by nie ukierunkowywać lektury, gdyż jest to książka nie tyle do przeczytania, co do przeżycia. Podobnie jak – przynajmniej dla mnie – „Pasja” Mela Gibsona.

Jest wolą Boga, by spośród tysięcy ludzi umierających każdego dnia, ocalała pamięć o tych bardzo nielicznych, którzy mają być Znakiem dla pozostałych, pielgrzymujących jeszcze na Ziemi. Któż z nas bowiem nie podpisałby się pod tym fragmentem „Veni Creator” Czesława Miłosza:

Jestem człowiek tylko, więc potrzebuję widzialnych znaków

nużę się prędko budowaniem schodów abstrakcji.

Prosiłem nieraz, wiesz sam, żeby figura w kościele

podniosła dla mnie rękę, raz jeden, jedyny.

Ale rozumiem, że znaki mogą być tylko ludzkie.

Zbudź więc jednego człowieka, gdziekolwiek na ziemi

(nie mnie, bo jednak znam, co przyzwoitość)

i pozwól, abym patrząc na niego podziwiać mógł Ciebie.

Reklamy

Jako zwolennik dobrych obyczajów w tradycyjnym znaczeniu tego pojęcia, lojalnie uprzedzam, że komentarze zawierające wulgaryzmy, bluźnierstwa, treści obsceniczne, podsycające złe emocje lub mające na celu znieważenie jakiegokolwiek Gościa tego bloga albo jego gospodarza nie będą publikowane. Z góry dziękuję za zrozumienie.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s