Queen of Sorrow

„Jeśli nie masz nic do powiedzenia, nie mów” – stwierdziła kiedyś w jednym z wywiadów Sade. I trzeba przyznać, że tego artystycznego credo trzyma się konsekwentnie. 8 lutego 2010 r. ukazała się jej najnowsza studyjna płyta – „Soldier of Love”. Fani piosenkarki czekali na ten album dziesięć lat.

Sade już nie raz pokazała, że potrafi zaskoczyć. Przy nagrywaniu poprzedniego krążka „Lovers Rock” zrezygnowała z saksofonu – instrumentu, bez którego wcześniej jej piosenki trudno było sobie wyobrazić. Z kolei na koncertowej „Lovers Live” zaśpiewała jeden ze swych największych przebojów („Paradise”) w aranżacji niemal… heavymetalowej.

Na „Soldier of Love” ta skłonność do stylistycznych eksperymentów i poszukiwań zaznacza się jeszcze wyraźniej. Ciepłe dźwięki saksofonu słychać zaledwie w jednym utworze („In Another Time”), a poza tym mamy m.in. dyskretne ukłony w stronę reggae („Babyfather”) i… country („Be That Easy”), brzmienie kompozycji tytułowej określa ostry rytm wojskowego marsza, zaś przy wspomnianym już „In Another Time” można by nawet zatańczyć walca.

Dla tych, którzy najbardziej lubią Sade z czterech pierwszych płyt również są dobre wieści. Na „Soldier of Love” czekają na nich zarówno subtelne akustyczne „perełki” („Morning Bird”, „The Safest Place”), liryczne ballady („Long Hard Road”), jak i „klasyka”, czyli smakowity i elegancko podany koktajl popu, soulu, rhythm&bluesa i smooth jazzu („The Moon And The Sky”, „Skin”). No i rzecz jasna, spajający tę różnorodną mieszankę głos, od lat zniewalający liczną i wierną grupę melomanów unikatowym mariażem łagodnej melancholii i sennej zmysłowości. Nawet jeśli gdzieniegdzie nie brzmi już tak świeżo jak przed laty, wciąż spełnia swoje najważniejsze zadanie – buduje jedyny w swoim rodzaju nastrój, który na własny użytek definiuję sobie czasem jako „smutek tropików” (copyright by Claude Levi-Strauss).

„Ta płyta powinna mieć kategorię „tylko dla dorosłych”. I to z podniesionym wiekiem granicznym do 35 lat” – napisał recenzent Codziennej Gazety Muzycznej (cgm.pl). Coś jest na rzeczy. I nie chodzi tylko o ilość zawartych na krążku muzycznych smaczków, lecz także o jego warstwę literacką. „Soldier of Love” jest bowiem z jednej strony manifestem twórczej i egzystencjalnej witalności rzuconym w twarz cierpieniu i przemijaniu („I’ve been torn up inside/I’ve been left behind/So I ride/I have the will to survive”), z drugiej zaś to wielobarwny katalog uczuć dojrzałej kobiety „po przejściach”, znającej smak sukcesu oraz spełnionej miłości małżeńskiej i rodzicielskiej, jak również ból rozstania, odrzucenia, gorycz samotności i niezrozumienia.

Nie, Sade Adu nie jest poetką. Jej teksty od strony formalnej są przeciętne. W odróżnieniu od literackich „wyznań” wielu innych muzycznych „gwiazd” mają jednak tę zaletę, że można im wierzyć. Bo Sade nigdy nie ścigała się z modą i listami przebojów. Zawsze śpiewała „swoje”. I zawsze o jednym – o miłości.

Tę miłość często postrzegała jako siłę totalną, upajającą, biorącą niejako w posiadanie całe człowieczeństwo. W takim stanie ducha łatwo o słowa nierozważne, jak w nagranym przed osiemnastu laty „Cherish the Day”(„You’re ruling the way that I move/And I breathe your air/You only can rescue me/This is my prayer/If you were mine/If you were mine/I wouldn’t want to go to heaven”).

Na „Soldier of Love” nie mu już śladu po tamtej egzaltacji. Pozostała wszakże intensywność przeżywania i klimat intymnego zwierzenia, w który idealnie wprowadzają otwierające płytę miękkie, łagodnie rozkołysane dźwięki gitary. I choć chwilami można się tu poczuć jak na gorącej karaibskiej plaży („Babyfather”), choć Sade zapewnia, że się nie poddaje i wciąż walczy o jak najwięcej miłości w swoim życiu (utwór tytułowy), to jednak co najmniej równie często daje wyraz swoim duchowym rozterkom. W emocjonalnym pejzażu „Soldier of Love” słuchacz odnajdzie więc również lęk i zagubienie bliskie depresji („Bring Me Home”); przekonanie, że prawdziwa miłość jest tak krucha i delikatna, że można ją ocalić jedynie w otoczonej murem arkadii własnego serca („The Safest Place”) oraz pozbawioną złudzeń refleksję, że od bolesnych wspomnień nie sposób całkowicie uciec, czego przejmującym świadectwem jest chyba najpiękniejszy na krążku „Morning Bird” („How could you…/You are the blood of me/The harvest of my dreams…/If you set me free I will not run/I will not run/I will not run”).

Czasem spotykam się z opiniami, że „Soldier of Love” to najsłabsza płyta Sade. Przyznam, że po pierwszym przesłuchaniu też tak pomyślałem. Jednak po kilku następnych zmieniłem zdanie. Cóż, nie jest to album, przy którym „noga sama chodzi” jak w wypadku debiutanckiego, słonecznego „Diamond Life”. Brak tu też muzycznych „killerów” niemal natychmiast „zdobywających” słuchacza jak – przynajmniej wg mnie – „No Ordinary Love”, „Is It a Crime”, czy nawet „King of Sorrow”. „Soldier of Love” to płyta do wielokrotnego, spokojnego słuchania i stopniowego odkrywania. To bogaty dźwiękowy bukiet, w którym być może nie wszystkie kwiaty w równym stopniu pieszczą estetyczne podniebienie, ale też trudno któryś odrzucić bez obawy popsucia całości.

A jeśli ktoś Wam powie, że Sade to „muzyczna konfekcja” dobra „do windy albo do kolacji” – nie wierzcie. Zresztą… gdyby nawet. Nie wiem, jak Wy, ale ja lubię czasem zjeść kolację w dobrym towarzystwie.

RdR
Płyta dla wszystkich.

Reklamy

2 comments

  1. Wonderful blog! I found it while browsing on Yahoo News.
    Do you have any tips on how to get listed in Yahoo News?
    I’ve been trying for a while but I never seem to get there! Cheers

    1. Dear Natasha!

      My blog in „Yahoo News”? I’m really surprised, because I haven’t read „Yahoo.com” for months! So maybe the best way to get listed in „Yahoo News” is doing nothing. 🙂

      Greetings!

Jako zwolennik dobrych obyczajów w tradycyjnym znaczeniu tego pojęcia, lojalnie uprzedzam, że komentarze zawierające wulgaryzmy, bluźnierstwa, treści obsceniczne, podsycające złe emocje lub mające na celu znieważenie jakiegokolwiek Gościa tego bloga albo jego gospodarza nie będą publikowane. Z góry dziękuję za zrozumienie.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s